Menu Zamknij

Wspomnienia z kolonii w Zakopanem

Wczesnym rankiem 6 lipca na plac przy kościele św. Kazimierza w Policach podjechał autokar. Powoli przychodziły dzieci, młodzież, ich opiekunowie. Wyjazd, jakże inny od wcześniejszych. Maseczki na twarzach, mierzenie temperatury, dezynfekcja dłoni przed zajęciem miejsc, to rytuał, który miał się stać codziennością dla uczestników kolonii do Zakopanego. Kierownik, ks. Łukasz Wdowczyk wraz z wychowawcami p. Beatą, p. Martą, p. Martą i p. Marzeną, czuwał nad koordynacją, aby zgodnie z wytycznymi i zaleceniami zapewnić bezpieczeństwo i wdrożyć nawyki. 

Po blisko 12 godzinach podróży naszym oczom ukazały się rogatki Zakopanego, a zaraz potem Dom Wczasowy „U Hani i Jędrka”. Bagaże, maseczki, dezynfekcja dłoni przed wejściem do budynku i już mogliśmy podziwiać piękne pokoje z balkonami i łazienkami oraz widokiem na Giewont. Jak się niedługo okazało, Zakopane przywitało nas ulewnym deszczem, a zaraz potem piękną podwójną tęczą. W Biblii, to znak przymierza Boga z Noe, a deszcz jest symbolem błogosławieństwa. I one też nam stale towarzyszyły.

Jedno z miejsc bliskich sercu św. Jana Pawła II – Dolina Kościeliska z Jaskinią Mroźną, schroniskiem pod Ornakiem, Wąwozem Kraków, Smoczą Jamą, „zakochanym drzewem”, kapliczką górników i halami. Wszystkim tym, pierwszego dnia, zachwycał nas p. Adrian Dubiel, przewodnik tatrzański zaprzyjaźniony z nami od lat, który i w tym wyjeździe niemal codziennie nam towarzyszył. Tutaj, jak głoszą przekazy, ukrywał się, zbójował i rządził sam Janosik. Mogliśmy słuchać rwącego strumienia, czuć ten sam wiatr we włosach, smakować górskich stoków i ścieżek oraz zapachu i ciasnoty jaskini. Tu spotkaliśmy życzliwe nam osoby i znajomych. Dzieci i młodzież uczyli się zwyczajów pozdrawiania turystów na szlaku, stawiania pewnych kroków, przewidywania konsekwencji, reguł poruszania się, rozkładania sił, posiłku, sposobu ubierania się na wędrówki górskie i wzajemnej troski. 

Cel naszego kolejnego dnia to Pieniny. A jak Pieniny, to spływ Dunajcem. Malownicze widoki, ciekawe opowieści flisaków, żarty, stroje umilały nam czas na wodzie. Po blisko 2 godzinach szczęśliwie i pełni wrażeń z meandrowania Dunajca, dopłynęliśmy do Szczawnicy. Stąd udaliśmy się do Nidzicy. Przepiękny zamek z legendą o Brunhildzie, której duch po śmierci w studni, miał straszyć jej męża, księcia Bolesława. Kolejnym punktem na mapie naszej wycieczki było Dębno Podhalańskie. Bogactwem tego miejsca jest zabytek najwyższej klasy, malowniczy gotycki kościółek pw. Św. Michała Archanioła – wykonany z drewna modrzewiowego z ręcznie wykonanymi polichromiami, zdobieniami, figurami. Tu miał się zatrzymać Jan III Sobieski wracając spod Wiednia.

Kolejną wyprawę rozpoczęliśmy godzinnym spacerem w Jaskini Beliańskej w Tatrach Wysokich na Słowacji. Szczyci się ona przepięknymi stalaktytami, stalagmitami i stalagnatami oraz salą koncertową – to niezwykłe podziemne cudo natury chłonęły nasze oczy i serca. Spacer wokół Štrebskégo plesa – jeziora z widokiem na Krywań owocował poznawaniem fauny i flory tego regionu. 

Drogą obok Wodogrzmotów Mickiewicza, potem przeplataną potokami, podziwiając pasma górskie w kolejny piękny słoneczny dzień wędrowaliśmy ku Dolinie Pięciu Stawów Polskich z największym wodospadem Siklawą. To miejsce zawsze zachwyca ciszą, pięknem.

Mieszkaliśmy na terenie Sanktuarium matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik i Ona też miała nas w swojej opiece. Kolejnego dnia wyruszyliśmy kolejką na Gubałówkę. Wędrowaliśmy drogą miłą św. Janowi Pawłowi II, a następnie zjechaliśmy wyciągiem krzesełkowym z Butorowego Wierchu. Między kroplami deszczu udało nam się dostać do Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach. Świątynia ta jest wotum wdzięczności za ocalenie Wielkiego Polaka podczas zamachu 13 V 1081 r. Deszcz pokrzyżował nam plany, ale nie zgasił radości ducha.

W niedzielę, 12 lipca otrzymaliśmy prezent: możliwość odprawienia Mszy dla naszej grupy w Kaplicy Najświętszego Serca Jezusowego w Jaszczurówce. Miejscem tym opiekują się dziś Księża Marianie – Bóg zapłać. To piękna, wiekowa świątynia, z ręcznie wykonanymi polichromiami i rzeźbieniami. Zaprojektował ją Stanisław Witkiewicz. 

Duchowo umocnieni po pięknej liturgii, jak na skrzydłach niesieni, dotarliśmy do Morskiego Oka. Zachwyt turkusem wody, potęgą gór i nawet obłoki odsłoniły szczyty, byśmy mogli je podziwiać. To piękno stworzenia odbija piękno Boga. Oglądając je nie sposób zatrzymać myśli tylko na nim, same wędrują ku ich Autorowi. Z piękna stworzeń możemy poznać piękno i moc Stwórcy.

Dzień kolejny, to góry w innym wydaniu, bo wzniesienia, zakręty, doliny rollercoasterów w Energylandii w Zatorze. Kraina marzeń dla dzieci i szaleństw dla tych nieco starszych

Ostatnim miejscem na kolonijnym szlaku był gród Kraka – wspaniałe miasto Kraków. Smok wawelski, Okno Papieskie, Kościół Mariacki, sukiennice – przemierzając uliczki Starego Miasta wspominaliśmy św. Jana Pawła II, siadając w jego ulubionej ławce w kościele franciszkanów. Pamięcią wracaliśmy też do Światowych Dni Młodzieży w 2016 r. z papieżem Franciszkiem. Choć nie było możliwe wejście do katedry na Wawelu, to bogactwem naszych doświadczeń dzieliliśmy się z młodym pokoleniem. Niespodzianką miasta okazał się plan filmowy MasterChifa z udziałem kulinarnych gwiazd ekranu.

Jeszcze w połowie czerwca kolonia w Zakopanem stała pod znakiem zapytania. Dziś możemy mówić o szczęściu, że mogła się odbyć. Dla 48 dzieci i młodzieży, 4 wychowawców i kierownika był to czas wytężonej pracy, ale i odpoczynku w pięknych miejscach; czas edukacji poprzez wędrowanie, poznawanie nowych miejsc, odwiedzanie już znanych, czas kształtowania charakterów. Przeszkody okazały się możliwe do pokonania, uczestnicy zyskali nowe doświadczenia, przyjaźnie, znajomości. Góry dały nam swoje piękno, świeże powietrze i swoją siłę.

Marzena Danowska

Skip to content