Menu Zamknij

Święty Mikołaj – prawdziwie święty biskup Miry, czy tylko maskotka?

Grudzień kojarzy się nam, a szczególnie najmłodszym, z postacią św. Mikołaja. Nie jest to nic dziwnego, wszak na samym początku tego miesiąca (6 grudnia) Kościół obchodzi liturgiczne wspomnienie św. Mikołaja z Miry, biskupa. Poza tym, jak wszyscy doskonale wiemy, w Wigilię Bożego Narodzenia święty (a może raczej „święty”, ale o tym za chwilę) Mikołaj tradycyjnie przynosi nam prezenty, które co roku układa pod choinką. 

Historię św. Mikołaja z Miry, biskupa, przytaczaliśmy na naszych łamach już niejednokrotnie. W tym artykule chcielibyśmy zająć się pewnym współczesnym problemem i zadać Wam, drodzy Czytelnicy, kilka istotnych pytań, na które niech każdy z nas sobie odpowie w sercu. Jak kojarzy nam się sama postać św. Mikołaja? Czy jako mężczyzna ubrany w szaty liturgiczne, z mitrą na głowie i pastorałem w ręku? Czy może jako otyły, brodaty staruszek w czerwonym stroju z białymi wstawkami dźwigający na plecach ogromny i ciężki wór, a na dalsze odległości poruszający się saniami (no bo przecież ponoć mieszka on w Laponii, a nie na terenie dzisiejszej Turcji, gdzie w starożytności leżała Mira), do których zaprzęgnięte są renifery? 

Ten drugi opis oczywiście nie ma nic wspólnego ze świętym wspominanym przez Kościół, co więcej nie jest on niczym innym, jak marketingowym wytworem doskonale nam znanej amerykańskiej firmy produkującej bardzo popularne na całym świecie napoje gazowane. Mając to na uwadze, naprawdę ciężko uniknąć pewnego dysonansu poznawczego – czy ten ubrany na czerwono staruszek z Laponii ma w ogóle prawo do korzystania z przydomka „święty”? Wielu z nas pewnie odpowiedziałoby, że każdy z nas jest przecież powołany do świętości – dlaczego więc, św. Mikołaj nie miałby być nazywany „świętym”. Faktem jest, że do tego, aby móc o kimś oficjalnie mówić jako o świętym, konieczna jest formalna procedura kościelna zwieńczona beatyfikacją i kanonizacją. Jakkolwiek by nie patrzeć, to kanonizowanym został, żyjący na przełomie III i IV wieku, biskup Miry, a nie staruszek, będący ikoną popkultury, mieszkający w Laponii. 

Starajmy się o tym pamiętać, żeby nagle nie okazało się, że ów marketingowy „nie-święty” Mikołaj z Laponii stał się kolejnym istotnym elementem procesu desakralizacji Świąt Narodzenia Jezusa Chrystusa, którą coraz agresywniej przemyca nam do świadomości popkultura. Przede wszystkim, w ramach pracy u podstaw, uświadamiajmy dzieciom, jak wygląda prawdziwa sylwetka św. Mikołaja (tego z Miry). I wcale nie jest to zadanie tylko i wyłącznie katechetów, a wręcz jest to zadanie dla rodziców i opiekunów naszych pociech. Jest to zadanie dla każdego z nas. Pamiętajmy o tym.

PS. Potwierdzeniem tego, że jednak św. Mikołaj z Miry nie jest tą samą osobą co jego amerykański odpowiedni, może być stanowisko Rady Języka Polskiego, że jeśli określenie „św. Mikołaj” nie dotyczy osoby „tego prawdziwego” świętego, to powinno być ono pisane małą literą. W powyższym artykule w obu przypadkach świadomie zastosowaliśmy pisownię odpowiednią dla imion.

Autor: Jakub Siusta